Oto pierwszy wywiad w historii mojej solowej działalności muzycznej przeprowadzony w dniu 24.07.2002 w redakcji gazety "Słowo Podlasia" przez Istvana Grabowskiego.

Muzyka moją namiętnoscią

Rozmowa z bialczaninem Markiem "Malinem" Maliszewskim

Dzisiejszy rozmówca nie jest jeszcze znanym muzykiem, choc bardzo chciałby takim zostać. Od lat gra na gitarze, komponuje, pisze teksty i czeka sposobnej chwili, aby dac o sobie znac szerszemu audytorium. Konsekwencja dzialania potwierdza przyslowie, ze nie swieci garnki lepia. Kto wie, moze uda mu sie zaistniec w muzycznym swiatku.


Czy marzy sie panu kariera estradowa?

- Kariera to moze zbyt duze slowo. Chcialbym jednak utrzymywac sie z wykonywania muzyki. Dzis gram tylko dla przyjemnosci.

W bialskim studiu Radoslawa Korniluka nagral pan niedawno pierwsza wlasna plyte. Co bylo dopingiem do pracy?

- Po prostu kocham muzyke. Zawsze chcialem robic cos wiecej, niz przecietny zjadacz chleba i mysle, ze mi sie to po czesci udalo. Po instrument siega chetnie wielu mlodych przewaznie ludzi, co nie znaczy wcale, ze chca z nim solidnie popracowac. Mnie sie akurat chcialo. Wczesniej gralem z kilkoma zespolami, które róznym splotem okolicznosci przestaly istniec. Mimo to, nie zniechecilem sie i w domowych warunkach doskonalilem umiejetnosci, odkrywalem sekrety muzyki, próbowalem zapisywac pomysly, co posluzylo mi do skomponowania wielu utworów instrumentalnych i piosenek. Marzylo mi sie, aby zarejestrowac je w profesjonalnym studio z dobrymi muzykami. Moje plany ziscily sie.

Od jak dawna gra pan na gitarze?

- Moja fascynacja muzyczna zaczela sie dwanascie lat temu. Siostra przywiozla mi w prezencie zza wschodniej granicy gitare klasyczna, której poswiecalem mnóstwo czasu. Postanowilem sam poznac rózne techniki gry. Sluchalem wiec nagran slawnych gitarzystów, podpatrywalem ich na kasetach wideo i korzystalem z wielu podreczników. Grajac z róznymi zespolami, bardzo angazowalem sie i traktowalem wlasne hobby na serio. Niestety, moi partnerzy mysleli cokolwiek inaczej i zapewne, dlatego nasze drogi rozchodzily sie. Czesc z nich dawno zapomniala o graniu, a ja jestem mu wierny do dzis. Po czesci zawdzieczam to komputerowi, dzieki któremu moglem realizowac pomysly, aranzowac kompozycje, dodawac do wlasnej partii gitary sciezke perkusji, gitary basowej i pianina.

Jak powstawaly panskie kompozycje?

- Najczesciej spontanicznie. Bywalo tak, ze tuz po przebudzeniu sie rano nurtowal mnie pomysl warty zapisania. Czesto do melodii od razu dobieralem slowa ukladajace sie w logiczny ciag. Nigdy nie próbowalem komponowac na sile. Czekalem raczej na sprzyjajacy moment weny twórczej i ten sposób okazal sie sluszny. Moje utwory mialy rózny nastrój i tempo, a opieralem je glównie na brzmieniu bliskiej mi gitary.

Półtora roku temu umiescil pan niektóre wlasne utwory w Internecie. Czy spotkal sie pan z pozytywna reakcja sluchaczy?

- Nie oczekiwalem oszalamiajacego powodzenia. Zalezalo mi bardziej na podzieleniu sie swymi przemysleniami z innymi milosnikami muzyki. Ludzie, którzy dotarli do moich nagran, potraktowali je bardzo sympatycznie. Generalnie podobaly im sie one, co nastroilo mnie pozytywnie do nastepnych prób kompozytorskich.

Czy przedstawial je pan komus do oceny?

- Pierwszym krytykiem byla moja dziewczyna. Jej uwagi byly na tyle cenne, ze sklanialy mnie do weryfikowania ustalonych juz zagran, eliminowania niektórych motywów i dodawania w ich miejsce innych. Ciekaw bylem zdania obiektywnego sluchacza i w wielu momentach przyznawalem jej racje. Z czasem zdecydowalem sie ujawnic moje projekty zawodowym muzykom. Potraktowali je zyczliwie, co bylo jednym z powodów nagran studyjnych.

Do pracy w studio sciagnal pan profesjonalnych muzyków. Jak doszlo do ich zaangazowania?

- Poprzez bliskiego znajomego nawiazalem kontakt z lubelskim perkusista Sebastianem Urbanem. Zaakceptowal moja chec wspólnego grania. Wlascicielowi bialskiego studia Radkowi Kornilukowi spodobaly sie moje utwory, wiec pomógl mi sciagnac do Bialej Podlaskiej Marka ?Bruno? Chrzanowskiego, w owym czasie gitarzyste basowego grupy Wilki. Marek wzial udzial w mojej sesji i kto wie, czy nie pomoze mi w nawiazaniu kontaktów z ludzmi zajmujacymi sie promocja muzyczna. Mam, bowiem swiadomosc, ze samo nagranie nawet najlepszych utworów w profesjonalnym studio to dopiero polowa pracy.

No wlasnie, plyta jest gotowa. Jak zamierza ja pan zaprezentowac sluchaczom?

- Zdaje sobie sprawe, ze stoje przed waznym wyzwaniem. Nawet zawodowi muzycy maja klopoty z pozyskaniem odpowiedniego producenta, a co dopiero mówic debiutanci tacy, jak ja. Mimo wszystko jestem optymista i wierze, ze uda mi sie znalezc firme gotowa zaufac moim kompozycjom i wydac je na profesjonalnej plycie. Nie ukrywam, ze licze troche na pomoc Marka Chrzanowskiego, który wydeptal juz wiele sciezek w branzy estradowej.

Czym jest dla pana muzyka?

- Od lat traktuje ja jako wspaniala pasje, która warto poznawac i doskonalic. Nawet wtedy, gdy pracowalem w jednym z bialskich banków, poswiecalem jej mnóstwo czasu. W tej chwili nie pracuje zawodowo i mam mnóstwo czasu na staly kontakt z muzyka. Jest ona dla mnie namietnoscia, a zarazem wyzwaniem. Sukcesy nie rodza sie same. Aby osiagnac odpowiedni poziom warsztatowy, a co za tym idzie satysfakcje, potrzeba mnóstwo prób i wyrzeczen. Zawsze mialem tego swiadomosc i nigdy nie czulem sie znudzony, czy zmeczony muzyka. Odkrywa ona instrumentaliscie nowy, fascynujacy swiat. Jestem przekonany, ze nie spoczne na dotychczasowych kompozycjach. Zainteresowani moga kontaktowac sie ze mna poczta elektroniczna na adres malin@muzyk.info.

Jaki styl wydaje sie panu najblizszy?

- Niewatpliwie muzyka rockowa, choc jest to pojecie dosc ogólne. Z ochota ukladam muzyke ilustracyjna, jaka mozna by wykorzystac np. w filmie.

Kogo slucha pan najchetniej?

- Wychowalem sie na muzyce gitarowej. Podobaly mi sie zwlaszcza utwory Joe Satrianiego, Steve Vaia, Yngwie Malmsteena. Kazdemu mlodemu muzykowi imponuje glównie efektowna technika. Zrozumialem po latach, ze blyskotliwa technika instrumentalna jest waznym, lecz nie najwazniejszym elementem. Nauczylem sie oszczedzac wydobywane z gitary dzwieki i dzis gram inaczej, niz kiedys. Nie mam jednego mistrza gitary, którego podziwialbym bez zastrzezen. Z polskich muzyków cenie gre Jacka Królika (aktualnie Brathanki) oraz Dariusza Kozakiewicza (z grupy Perfect).

Zycze panu powodzenia w dalszych etapach muzycznej przygody.

Rozmawial : ISTVAN GRABOWSKI Słowo Podlasia 31/2002 str. 18, 30 lipca 2002


Wywiad dla internetowego magazynu NoName
Wywiad z muzykiem - Markiem "Malinem" Maliszewskim

Szymon Mendrzycki

Postanowiłem zapytać Marka Maliszewskiego (autora płyty "Nie wiemy jak to jest...") o jego muzyczne życie i plany na przyszłość. Oto, co mi odpowiedział...

Szymon: Opowiedz krótko o sobie...

Marek: Jestem skromnym długowłosym facetem, dla którego muzyka jest na pierwszym miejscu. Mam swoje zasady. Staram się w miarę szanować siebie i innych jak również ich poglądy. Nie lubię złodziei i tych, którzy choćby w najmniejszym stopniu używają przemocy. Uważam, że wszystko da się załatwić poprzez spokojn± rozmowę i też w ten sposób można się najlepiej dogadać. Nie lubię też kłótni podczas rozmów. Wychodzi więc, że jestem spokojny. Oczywi¶cie każd± regułę potwierdza jakiś wyjątek. W moim przypadku jest to stan, kiedy trzymam w ręku gitarę. Wtedy wyładowuję swoją energię na wydobycie jak najlepszych, najczystszych i "mięsistych" dźwięków.

Szymon: Od jak dawna interesujesz się muzyk±?

Marek: Tym się chyba większość z nas interesowała. Każdy z nas słuchał jakiejś muzyki w dzieciństwie i najczęstszymi odpowiedziami na zapytanie o zainteresowania każdy z nas wymieniał na pierwszym miejscu muzykę i sport.

Ja kiedyś dostałem mały akordeon i próbowałem na nim coś stukać. Nie miałem wtedy pojęcia o muzyce. Mimo to próbowałem coś śpiewać i w tym czasie grać. Prawdziwa historia z muzyką zaczynała się, kiedy siostra przywiozła gitarę akustyczną z kolonii letniej. Po kilku dniach chciałem zobaczyć jak wygląda luĽna struna i kręciłem stroikiem nie w tą stronę, co trzeba aż w końcu pękła. Na tej gitarze poznawałem z kolegą pierwsze akordy i pierwsze piosenki głównie harcerskie. Na tej też gitarze rozpracowywałem w dalszych latach utwory wielkich wirtuozów gitary elektrycznej. Można powiedzieć, że to biedne pudełko przeżyło więcej niż było do tego stworzone.

Gdy już trochę pograłem w zakładanych przez siebie punk rockowych zespołach na szkolnym instrumencie sprawiłem sobie polską gitarkę, która nie była najlepsza, ale firma ta cieszyła się powodzeniem wśród młodych, biednych gitarzystów produkując tanie gitary. Obecnie gram na Fenderze, z którego jestem zadowolony i nie zamierzam go zmieniać.

Szymon: Jak doszło do powstania płyty "Nie wiemy jak to jest..."?

Marek: Podczas nauki gry na gitarze nasuwały się różne pomysły, które zostały na dłuższe lata w pamięci. Nie było jeszcze wtedy mowy o płycie jakiejkolwiek. Po prostu sobie grałem. Moim marzeniem zawsze było mieć zespół i grać gdzie się da. Zawsze na boku sceny jako gitarzysta. Warunki małego miasta, w którym mieszkam i brak ludzi chcących się profesjonalnie zajmować muzyką zmusił mnie do wykonania projektu solowego, który całkowicie zrealizowałem po godzinach pracy, kiedy pracowałem jeszcze w banku. Siedziałem wtedy przed komputerem do późnych godzin nocnych i zapisywałem swoje aranżacje w programach studyjnych na każdy instrument. Był to tani sposób zrealizowania swojego materiału. Również można było go przedstawić muzykom, którym nie trzeba było tłumaczyć wiele. Po prostu usłyszeli amatorsko zrealizowany materiał i po zapoznaniu się mogli go odegrać w studio już w profesjonalnych warunkach.

Szymon: Ile czasu zajęło Wam stworzenie materiału na płytę?

Marek: Wam, to raczej nieodpowiednie słowo. Nad wszystkim pracowałem sam. Jest to projekt solowy. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie to materiał zrealizowany wspólnie z innymi. Stworzenie materiału zajęło mi ok. 2 lat. A nagranie materiału w studio i doszlifowanie zajęło ok. pół roku. PóĽniej to już kwestia pukania od drzwi do drzwi i formalności związane z wydaniem płyty.

Szymon: Od jak dawna razem gracie?

Marek: W moim przypadku granie razem wygląda raczej na dogadywaniu się w miarę możliwości, jeśli chodzi o koncert. Polega to na tym, że wynajmuję muzyków. Ukształtował się mniej więcej stały skład, z którym gram, lecz są to tzw. sidemani, którzy grają na zlecenie. Druga sprawa to zastępstwa. Po prostu, jeśli jeden ma czas zajęty, to się bierze zastępcę, który zna materiał i jest gotowy do współpracy. Stały skład jest o tyle dobry, że im dłużej grasz tym lepiej jest się dogadywać na scenie i wynikają z tego lepsze efekty.

Szymon: Czy wydanie albumu w naszym kraju jest, Twoim zdaniem, trudne dla początkujących muzyków?

Marek: Z tego, co wiem - tak. Dopiero wchodzę w ten biznes i poznaję jego uroki. Czysta polityka. Po prostu dla wytwórni nie ma czego¶ takiego jak początkujący muzyk. Prezentowanie siebie i swojego materiału trwa tak długo, zanim ktoś cię zauważy i ci pomoże, że nie jest już się wtedy początkującym muzykiem. Lepiej jest docierać przez różnych znajomych i wyrabiać sobie jak najlepsze kontakty.

Szymon: Co chcesz przekazać światu w tekstach swoich piosenek?

Marek: Zawsze chciałem przekazać światu swoją muzykę. Teksty to była drugorzędna sprawa. Szczerze mówiąc to liczyłem, że ktoś mi napisze teksty, ale niestety i to też musiałem zrobić sam. Wiele moich tekstów jest po prostu o niczym, jeśli można to tak nazwać. Po prostu wypełnienie do muzyki. A głos ludzki jest cennym instrumentem i trudno było by go nie wykorzystać. Jeśli już pracuję na tekstem to staram się go tak dopracować, aby nie był dosłowny i mógł mieć różne interpretacje wśród słuchaczy. To jest chyba najlepsze, kiedy ktoś interpretuje różnie to, co napisałeś. Dopiero wtedy możesz być zadowolonym, że napisałeś coś, co się rozwija przy każdym przesłuchaniu.

Często podczas nagrywania utworu nasuwają się jakieś słowa najlepiej pasujące do melodii i po napisaniu nawet zwrotki i refrenu nie wiem, o czym będzie ten tekst. Staram się to powiedzieć na końcu utworu, lecz też nie zawsze.

Szymon: Co zamierzasz dalej robić i czy masz jakieś plany muzyczne na przyszłość?

Marek: Oczywiście zamierzam grać i koncertować do końca życia, z kim się tylko da. W tym najlepiej się odnajduję.

Szymon: Jakie jest Twoje zdanie na temat stanu muzyki w Polsce?

Marek: Trudno dzisiaj stwierdzić, co jest muzyką. Dla mnie muzyka jest wtedy, kiedy wchodzi grupa muzyków na scenę, biorą instrumenty, stroją się i zaczynają grać. U nas coraz częściej się od tego odchodzi. Bardziej liczy się to ile razy się przebierze artysta i jak zatańczy, a jeszcze lepiej jak zostanie dopracowany układ choreograficzny. Muzyka już się tak nie liczy jak całe show.

W Polsce muzyk i prawa autorskie raczej też nie są szanowane. Muzykę się da skopiować i nikomu nie przychodzi do głowy, że kto¶ poświęca na tworzenie czas, a bardziej na zrealizowanie swoich pomysłów. Do tego też potrzebna jest kasa. Wręcz się zarzuca muzykom, że robią coś za pieniądze. A nie jest łatwo zajmować się wszystkim naraz.

Czytałem niedawno na stronie internetowej Jurka Owsiaka pytania, jakie zostaj± mu zadawane. I żal mi jest naprawdę tych, którzy pytaj± o to czy on bierze jakąś kasę z fundacji. Ten człowiek naprawdę zrobił wiele i trudno mu kazać szukać pracy, żeby mógł zarobić na chleb. Ci, którzy zadają takie pytania najchętniej by usiedli sobie w wygodnym fotelu i czekali jak Jurek jeszcze za nich będzie pracował.

Szymon: Co chciałbyś powiedzieć początkującym muzykom, którzy pragną wydać płytę, a nie wiedzą jak się do tego zabrać?

Marek: Ja znam tylko dwa sposoby, o których można mówić wiele.

Jeden to po prostu zaoszczędzić i wydać całą kasę na wydanie wymarzonej płyty. A jak to zrobić fizycznie to zawsze mogę odpowiedzieć na pytania na swojej stronie internetowej.

Drugi to po prostu pukać od drzwi do drzwi i wchodzić nawet oknem, je¶li się da. Może kiedyś zostaną zauważeni, czego im właśnie życzę.

Szymon: I na koniec - słowo dla czytelników magazynu NoName...

Marek: Drodzy słuchacze i czytelnicy NoName. Starajcie się wybrzydzać w życiu, a nie brać to co serwują, chodzi mi zarówno o muzykę jak i inne dziedziny życia. Często się mówi, że człowiek zmęczony po pracy nie ma już czasu na słuchanie trudnej muzyki, ale im cięższa praca tym jest póĽniej przyjemniej i odnosi się większą satysfakcję. Rozwijajcie swoje zainteresowania i bądźcie maniakami w tym, co robicie nawet, jeśli nikt tego nie docenia. Nie miejcie czasu na nudę. Nie róbcie tego, co jest łatwe, bo to już umiecie. Stawiajcie wyżej poprzeczki. Ja, robiąc cokolwiek kieruję się zawsze jednym zdaniem - "Wszystko jest dla ludzi".

Szymon: Dziękuję za udzielenie odpowiedzi na pytania i powodzenia w dalszej pracy!

Na pytania odpowiadał:
Marek "Malin" Maliszewski


Szymon Mendrzycki
poczta: mendrzycki@wp.pl
www.mendrzycki.glt.pl